Przyczyny sprzeczności pomiędzy "Osoba i czyn" a katechezami środowymi św. Jana Pawła II

Przyczyny sprzeczności pomiędzy "Osoba i czyn" a katechezami środowymi św. Jana Pawła II


Jednym z głównych wątków książki dr Justyny Melonowskiej “Osobna kobieta a personalizm Karola Wojtyły Jana Pawła II. Doktryna i rewizja” jest przedstawienie sprzeczności pomiędzy dziełem "Osoba i czyn" Karola Wojtyły a katechezami środowymi św. Jana Pawła II. Pierwsze dzieło jest w jednym z rozdziałów opisane i ostatecznie streszczone w następujący sposób:

“Osoba i czyn” jest studium osoby poprzez jej czyny świadome. Jest ono wolne od pojęcia płci. Czyn spełnia po prostu osoba, polegając swych strukturach samoposiadania, samopanowania, samostanowienia, samoświadomości i samowiedzy, woli i wolności, indeterminacji i autodeterminacji. Wszystkie te struktury działają w osobie ku temu, by mogła ona aktualizować siebie w czynie. Wojtyła nie sygnalizuje, iżby czyn i jego struktura miały być różne ze względu na płeć podmiotu działającego. Osoba i czyn zależą od wolności, gdyż, osoba jest wolna - o ile jest wolna, a wolność jest momentem konstytuującym czyn. Jako niepełną i niższą formą sprawstwa Wojtyła wyróżnia dynamizm uczynnienia, w którym w osobie „coś się dzieje". Źródłem przyczynowania jest tu natura. Plasują się tu m.in. stany cielesne, emotywne oraz mające związek z brakiem konieczności wyboru.

W piątym rozdziale książki autorka omawia katechezy środowe Jana Pawła II. Przytoczony został długi i według autorki jeden z kluczowych fragmentów. Zamieszczam go na dole tekstu, aby każdy mógł dokładnie wczytać się we wszystkie niuanse. Pierwsze zdanie fragmentu mówi o tym, że "(...) kobieta, która w samej tajemnicy stworzenia „jest dana” mężczyźnie przez Stwórcę, zostaje — dzięki pierwotnej niewinności — „odebrana”, czyli przyjęta przez niego jako dar." Zamieściłam jako obrazek ilustujący wpis paczkę, ponieważ w tym miejscu mam właśnie takie - przykre dla mnie skojarzenie. Według Jana Pawła II kobieta przy początku swojego istenienia jest dana jak paczka - nikt nie pyta się jej o zdanie, nie jest to jej dobnropwolna decyzja. Można tu w takim razie odnieść kategorię uczynnienia występującą w "Osobie i czynie". Autorka zwraca uwagę, że słowo dana jest objęte cudzysłowem jako wskazanie na jakąś analogię, który miał być może osłabić wrażenie, że kobieta traktowana jest jak przedmiot, jednak mimo to według autorki taka konkluzja mocno wybrzmiewa w tym fragmencie. Mężczyzna przynajmniej ma tu możliwość decyzji, może przyjąć kobietę (tak jak adresat przyjmuje paczkę) lub może jej nie przyjąć, choć także on jest stawiany przed swego rodzaju szantażem - jeśli nie przyjmie kobiety ponieważ bez tego nie ujawni się "istota jego męskości, sięgająca poprzez całą oczywistość ciała i płci do tej samej głębi „posiadania siebie samego”. Jest więc w tym zależny od swojej własnej decyzji, natomiast kobieta nie może być sobą i osobą bez uprzedniej decyzji mężczyzny, jest od niego całkowicie zależna. Co więcje pierwsze zdanie cytowanego tekstu, które już wyżej przytoczyłam jest sprzeczne z jego czwartym zdanie: "[Kobieta] Odnajduje więc siebie w swoim własnym darze („poprzez bezinteresowny dar z siebie”1)" - cytat jest z Gaudium et Spes. Jak wcześnej zauważyłam nie ma mowy o suwerennej decyzji kobiety czy ofiarować siebie jako dar czynie. W tej decyzji nie jest ona podmiotem, ale przedmiotek, jakby paczką dostarczaną pod drzwi mężczyzny i oczekującą na przyjęcie.

Autorka zastanawia się w innych miejscach skąd ta rozbieżność pomiędzy dziełem filozoficznym a duszpasterskim św. Jana Pawła II. Odpowiada, że welug niej papież czuł się przede wszystkim duszpasterzem, księdzem, nauczycielem życia codziennego, więc zapomniał, czy też porzucił w tym miejscu swoje rozważania filozoficzne.

Moje pytanie do Państwa i odpowiedzi, których jestem bardzo ciekawa brzmią: jak Państwo odczytują pobniższy fragment i dlaczego nie zgadzają się z moją interpretacją? Skąd ta rozbieżność pomiędzy dwoma przytoczymi dziełami papieża?

 

Ważny fragment Katechez środowych z 6.2.1980r.

Księga Rodzaju 2,23-25 pozwala nam wnosić, że kobieta, która w samej tajemnicy stworzenia „jest dana” mężczyźnie przez Stwórcę, zostaje — dzięki pierwotnej niewinności — „odebrana”, czyli przyjęta przez niego jako dar. Tekst biblijny jest w tym miejscu całkowicie jasny i przejrzysty. Równocześnie zaś owo przyjęcie kobiety przez mężczyznę, sam sposób jej odebrania, staje się jakby pierwszym obdarowaniem tak, że dając siebie (od tego pierwszego momentu, kiedy w tajemnicy stworzenia została „dana” mężczyźnie przez Stwórcę), kobieta zarazem „odnajduje siebie” dzięki temu, że zostaje przyjęta, odebrana, i dzięki temu, jak zostaje odebrana przez mężczyznę. Odnajduje więc siebie w swoim własnym darze („poprzez bezinteresowny dar z siebie”1) wówczas, gdy zostaje przyjęta tak, jak Stwórca chciał, czyli „dla niej samej” przez jej człowieczeństwo i przez jej kobiecość, gdy w tym przyjęciu zostaje zabezpieczona cała godność daru, sięgająca — przez zawierzenie tego, kim ona jest w całej prawdzie swego człowieczeństwa, w całej oczywistości swego ciała i płci, swej kobiecości — do osobowej głębi i do pełni posiadania siebie samej. Dodajmy, że takie odnajdowanie siebie w swym własnym darze staje się źródłem nowego dawania siebie, które narasta jakby samą wewnętrzną prawidłowością wymiany daru, w miarę, jak napotyka takie samo i, owszem, coraz głębsze przyjmowanie i odbieranie jako owoc coraz żywszej świadomości tegoż daru.

Zdaje się, iż drugi opis stworzenia wyznaczył „od początku” mężczyźnie funkcję tego, który przede wszystkim odbiera dar (por. zwł. Rdz 2,23). Kobieta zostaje „od początku” powierzona jego oczom, jego świadomości, jego wrażliwości, jego „sercu”, on zaś ma niejako zabezpieczyć sam proces wymiany daru, owo wzajemne przechodzenie w siebie dawania i odbierania, które właśnie przez tę wzajemność konstytuuje autentyczną komunię osób.

Jeśli kobieta w tajemnicy stworzenia jest tą, która zostaje „dana” mężczyźnie, on zaś odbierając ją jako dar w całej prawdzie jej osoby i kobiecości, przez to samo ją obdarowuje — to równocześnie sam też w tej relacji wzajemnej zostaje obdarowany. Zostaje zaś obdarowany nie tylko przez nią — darem jej osoby i kobiecości, ale także swoim własnym obdarowaniem. To męskie obdarowanie — odpowiedź na dar kobiety — jest dla samego mężczyzny obdarowujące, w nim bowiem ujawnia się jakby wyróżniająca istota jego męskości, sięgająca poprzez całą oczywistość ciała i płci do tej samej głębi „posiadania siebie samego”, przez którą człowiek jest zdolny zarówno dawać siebie, jak też przyjmować dar drugiego. Mężczyzna więc nie tylko przyjmuje dar, ale zarazem zostaje przyjęty jako dar przez kobietę w tym ujawnieniu się wraz z całą prawdą jego ciała i płci samej wewnętrznej, duchowej istoty męskości. Przyjęty zaś w taki sposób zostaje samym tym przyjęciem i tym odebraniem daru jego męskości wzajemnie obdarowany. Z kolei takie przyjęcie, w którym mężczyzna odnajduje siebie przez „bezinteresowny dar z siebie”, staje się w nim samym źródłem nowego, pogłębiającego się obdarowywania sobą kobiety. Wymiana jest wzajemna, wzajemnie też ujawniają się w niej i rosną skutki „bezinteresownego daru” i „odnajdywania siebie”.