Dlaczego tak się polaryzujemy?


Streszczam poniżej wykład ks. Grzegorza Strzelczyka wygłoszony w czasie spotkania rejonowego dla księży diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej w Pile (http://strzelczyk.edu.pl/audio/duzo-roznosci/konferencja-dlaczego-nie-dziala-to-co-zawsze-dzialalo,934).

Na pewno najlepszym sposobem na poznanie tez zawartych w wykładzie będzie odsłuchanie go. Być może jednak streszczenie czyta się szybciej i może być zachętą do dysksuji i późniejszego odsłuchania całości. Wykład ten stara się przybliżyć kwestie lezące u podstaw dzisiejszych procesów Kościele, a także u popdstaw wielu dyskusji czy kłótni. Wydaje mi się, że jest bardzo ważne zrozumienie głębokich różnic w sposobie myślenia różnych grup katolików. Wydaje mi się, że na końcu zabrakło omówienia jednej ważnej cechy postnowoczesnych weirzących. Podjęcie decyzji o wierze, lub uwierzenie na podstawie jakiegoś spotkania z Chrystusem nie prowadzi automatycznie do uznania autorytetu, moralności czy praktyk Kościoła. w dalszym ciągu różne decyzje podejmowane są samodzielne, albo może odrębnie.

 

Dlaczego tak się polaryzujemy?

Zrozumienie korzeni jest istotne. Skąd bierze się polaryzaja, która może być znacznie bardziej osadzona w historii niż nam  się wydaje?

Problemem w duszpasterstwie jest "zaburzenie dziedziczenia". Dawniej wiara była naturalnie dziedziczona - od rodziców i dziadków. Przejmowano cały sposób życia w tym wiarę. Obecnie mamy do czynienia z zupełnie nowym zjawiskiem. Dotyczy ono kultur, które przeszły głęboką industrializaję. Nie przekazuje się przedmiotów materialnych, ale także rzeczy niematerialnych. Technologizacja przyczynia się do erozji dziedziczenia. Starsi nie potrafią się odnaleźć technologicznie, jest to dla nich pewne upokorzenie. Młodzi, bieglejsi technologicznie, doświadczają, że często wiedzą lepiej, co przenosi się na inne kwestie. Przekaz wiary oparty na dziedziczeniu już wkrótce nie będzie prawie zupełnie zachodzić. Nie możemy tego odwrócić. O wierze będzie decydować wybór.

Trudność z przyjęciem autorytetu ma jeszcze jeden korzeń związany z ponowoczesnością. Jest to rekacja pokolenia, które dorastało po II wojnie światowej. Ponowoczesność jest reakcją na modernizm - formację rodziców i dziadków pokolenia lat 60-tych. Młodzi w latach 60-tych zaczęli twierdzić, że starsi doprowadzili do katastrof totalitaryzmu i wojny. Kontestacja rozpoczeła się na uniwersytetach, jednak przeszła także do kultury masowej. Jest to podglebnie naszej obecnej kultury. Ponowoczesność ma "alergię" na "silną myśl" - na wszelką myśl mającą pretensje do formułowania prawdy. W ludziach związanych z kulturą ponowoczesną zachodzi obawa, że taka myśl zostanie za chwilę narzucona poprzez przemoc ( wniosek oparty na doświadczeniu wojen). Ponowoczesność spogląda więc z podejrzliwością na każdy instytucjonalny autorytet. Modernizm celebrował mit absolutnych możliwości rozumu, poznanie rzeczywistości do końca. Wypaczenia silnego projektu oświeceniowego ( także komunizmu ) skierowały ludzi w stronę postmodernizmu.

Oświecenie wyrasta z nominalizmu. Wyrósł on ze sporu o realne istenie rzeczy, w tym szczególnie o realne istnienie ludzkiej natury - niezmiennej, być może osasdzonej w Bogu. W realiźmie kontempluje się naturę. Nominalizm to pogląd, dla którego człowiek to nazwa nadana grupie jednostek na podstawie podobieństwa. Spory te zaczynają się w XIII wieku. Nominalizm był motorem współczesnej nauki, gdy znika natura jako przedmiot kontemplacji zaczyna bada się jednostki. Nowy sposób poznawiania okazał się bardzo użuteczny, rozwinęła się współczesna nauka. Na koncu tego procesu jest odkrycie jednostki i podkreślenie podmiotowości, w tym indywidualnej relacji z Bogiem. Odkrycie indywidualności prowadzi do indywidualizmu - także w Kosciele. Każdemu wydaje się, że wie lepiej, nie jesteśmy w stanie usiąść i rozmawiać. Każdy domaga się Kościoła skrojonego pod jego doświadczenia. "Moje zrozumienie przynajmniej dla mnie jest ostateczne, nikt nie może mówić jak mam żyć".  W Polsce w 1989 roku wszystkie te prądy wlały się od razu, dodatkowo były ze sobą zmieszane.

Powoduje to panikę w Kościele, zwłaszcza wśród starszych duszpasterzy. To co działało przestaje działać. Powoduje to napięcia i czasem zbytnie zajmowanie się tym co na powierzchni. Częsć wiernych wierzy organicznie, odziedziczyli wiarę, druga część ludzi nie odziedziczyła wiary. Różnice, także wśród księży, prowadzą nawet do wyśmiewania grupy przeciwnej. Stoi przed nami wyzwania: nauczyć się wzajemnie siebie rozumieć, wyjść poza doświadczenie i podjąć próbę zrozumienia kogoś innego.

Dla ludzi postnowoczesnych ważne jest to aby kościelna narracja o świecie brała pod uwagę to co wiemy z nauk szczegółowych, np. neurobiologii, nauk przyrodniczych, antropologii. Ze strony duszpasterzy ważne jest także dopuszczanie ludzi do swojego doświadczenia, autorytet w coraz mniejszym syopniu skłania ludzi do decyzji. Przeciwstawienie się indywidualizmowi prawdopodobnie może nastąpić tylko poprzez podkreślanie relacji, dopuszczenie ludzi do siebie, do swojego doświadczenia.